Policjant wmawia kierowcy, że był znak, którego nie było.

Do dziwnej sytuacji doszło ostatnio na ulicy Zaleśnej w Sandomierzu. Nagranie zamieszczone w internecie jest trochę długie, ale dzięki temu możemy zobaczyć trasę, jaką jechał kierowca, ponieważ po około 4 minutach filmiku dochodzi do zatrzymania kierowcy przez funkcjonariusza. Policjant wmawia kierowcy, że był znak, który informował o zakazie wjazdu z wyjątkiem mieszkańców.

Policjant wmawia kierowcy, że był znak, którego nie było.

Podczas rozmowy policjanta z kierowcą możemy usłyszeć, że kierowca minął znak zakazu ruchu w tym miejscu. Policjant zapytał, czy kierujący jest mieszkańcem miejscowości, ponieważ rzekomy znak zakazu nie dotyczył mieszkańców, o czym informowała stosowana tabliczka umieszczona pod znakiem.

Ciekawostką jednak jest to, że na nagraniu żadnego znaku nie widać. Mężczyzna powiedział funkcjonariuszowi, że zaraz sobie sprawdzi, czy był ten znak na nagraniu, bo ma kamerę. Jednak policjant odpowiedział, że kamera go nie interesuje tylko znaki drogowe, które są ustawione.

Poniżej informacja od autora nagrania:

„Dajcie na max głośność przy 03:50. Aby oglądać z napisami proszę włączyć opcję: Napisy (c) koło ustawień głośności filmu. Znak o którym mowa zaczyna się od 00:50.

Słynna ulica Zaleśna z zakazem wjazdu pow. 2,5 t. Pan policjant wmawiał mi, że jest tam drugi znak zakazu… Jak widać na filmie drugiego znaku nie ma a przy próbie udowodnienia tego faktu na zarejestrowanym nagraniu policjant puszcza mnie wolno… Niestety inni kierowcy dali sobie wmówić, że znak ten tam jest…

P.S. Z powodu naruszenia praw autorskich kawałek melodii został usunięty przez YouTube”.

Co sądzicie o tej sytuacji?

Czy gdyby nie kamera, to kierowca zostałby ukarany mandatem?

To może Cię zainteresować: To nie szyszki! Trzeba uważać, co zabieramy do domu!

Podobne Posty

Zostawić odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *